Dla wielu ludzi zazdrość jest nieodłączną częścią miłości i dowodem na jej obecność. Przejawy zazdrości ze strony partnera traktują jak wyznanie uczucia, a ich brak wzbudza w nich niepokój i wątpliwości, czy są naprawdę kochane i ważne. Czy zazdrość rzeczywiście jest miarą siły uczucia? Czy zwiększa poczucie bezpieczeństwa partnerów, ich przekonanie o wzajemnej atrakcyjności i o stabilności związku? A może wręcz przeciwnie – jest jak trucizna, która sączona powoli męczy, dusi, oddala partnerów od siebie i stopniowo niszczy ich relację?

Wydaje się, że zazdrość do pewnego stopnia jest naturalnym elementem udanej relacji. Im bardziej partnerzy zaspokajają swoje potrzeby w związku, im bardziej jest on dla nich satysfakcjonujący, tym bardziej gotowi są angażować się w niego, wkładać wysiłek w jego utrzymanie i dbanie o jego jakość. To z kolei prowadzi do większej zależności od samego związku i od partnera. W efekcie pojawia się przekonanie, że moje potrzeby mogą być zaspokojone tylko przez tę jedną osobę i tylko w tej relacji, co rodzi lęk przed jej utratą. Obawy przed byciem pozbawionym czegoś tak ważnego dla własnego samopoczucia, pozytywnego obrazu siebie i własnej wartości, mogą prowadzić do zazdrości.

Zazdrość często działa w służbie nieświadomych motywacji, które związane są z pragnieniem zaspokajania własnych potrzeb za wszelką cenę i które zostawiają mało przestrzeni na uwzględnienie drugiej osoby. W skrajnych przypadkach zazdrość może przybrać postać urojeń o byciu zdradzanym lub urojeń prześladowczych. Częściej jednak jest przejawem niskiego poczucia własnej wartości i obaw o swoją pozycję w związku. Pod lękiem o to, że partner nas zdradza, kryją się wówczas wątpliwości co do własnej atrakcyjności jako partnera seksualnego, kobiety/mężczyzny czy przyjaciela. Wiara w to, że to druga osoba może je rozwiać, chroni przed trudną prawdą, że tylko ja sam mogę to zrobić, że o mojej samoocenie w znacznie większym stopniu decyduje wcześniej ukształtowany obraz siebie niż działania partnera. Zazdrość często jest też wynikiem nieświadomego przekonania, że partner nie jest odrębną osobą, ale należy do mnie lub wręcz jest częścią mnie. Osoby, które żywią takie przekonanie, utożsamiają bliskość i miłość z brakiem granic i całkowitą zależnością. Każdy ruch partnera, który jest przejawem odrębności, samodzielności, traktują jako zagrożenie dla związku. Zagrożenie, przed którym trzeba siebie i partnera „chronić”, czasem nie przebierając w środkach. I choć taka postawa często przypisywana jest osobom stosującym przemoc w związkach, jej elementy obecne są u znacznie szerszej grupy osób.

Tagi: , , , , , ,

Notka od autora

Cześć! Staram się zamieszczać tu sporo wartościowej wiedzy o zdrowiu i zdrowym trybie życia. Nie miej mi jednak za złe, gdy popełnię jakąś gafę. Nie jestem lekarzem i nie traktuj moich porad tak, jakbym nim był. Pamiętaj jednak, że staram się zamieszczać tu rzetelną wiedzę.

Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.