Jesień i wiosna to te okresy w roku, kiedy najłatwiej przeziębić się lub ciężko rozchorować. Dla większości ludzi perspektywa pozostania w łóżku z katarem, kaszlem, bólem gardła czy gorączką nie jest zbyt zachęcająca, ale nie budzi też większego lęku.

Dla niektórych jednak możliwość zachorowania jest absolutnie przerażająca. Lęk jaki odczuwają jest paraliżujący. Taki lęk, to nozofobia. By zminimalizować niepokój, ludzie ci zabezpieczają się jak mogą przez zachorowaniem. Część nawyków jak łykanie witamin, rzucenie palenia czy ograniczenie spożycia alkoholu są jak najbardziej pomocne. W swoim repertuarze mają jednak również takie zachowania, które bardziej przeszkadzają w życiu codziennym niż pomagają zapobiec chorobie. Do takich zachowań należy na przykład unikanie jakiegokolwiek kontaktu z chorymi osobami, czy przedmiotami, z których mogły one korzystać. W efekcie wszystkie te czynności, które wymagają kontaktu z drugim człowiekiem urastają do rangi poważnego problemu. Z własnej praktyki pamiętam pewną kobietę, która w czasie rozmowy trzymała chusteczkę przy twarzy, by mieć pewność, że niczym się nie zarazi.

W nozofobii, czyli lęku przed zachorowaniem, ludzie cierpiący na nią nie tylko boją się o swój stan zdrowia i unikają nawet najmniejszych zagrożeń, ale także doszukują się w swoim ciele objawów chorobowych. Każda reakcja ciała niezgodna ze standardową jest odczytywana jako początek choroby. Do lęku przed zachorowaniem dołącza więc lęk o swoje zdrowie i życie.

Lęk przed zachorowaniem i zachowania, które mają przed tym uchronić mogą bardzo mocno zatruć radość codziennych chwil osobie cierpiącej na tego rodzaju fobię. Natomiast nie musi tak być. Dzięki podjęciu terapii można pozbyć się ograniczeń w kontaktach ze światem zewnętrznym i znów czuć się bezpiecznie. Można odczarować chorobę i zacząć żyć normalnie – bez lęku.

Tagi: , , , ,

Notka od autora

Komentarze

Ten wpis nie posiada jeszcze żadnych komentarzy.